Szef wszystkich szefów / Direktøren for det hele (2006)

Kraj: Dania
Reżyseria: Lars von Trier
Gatunek: Komedia

"To musi być szok, jak ksero tak się włącza. Szczęśliwie zdarza się to raptem tysiąc razy dziennie."

Pisać o skandynawskich filmach i nie napisać o filmie Larsa von Triera? Nie może być. Wprawdzie na Facebooku wspominałem o Duńczyku już kilkukrotnie, natomiast nie skupiłem się do tej pory na żadnym jego filmie tutaj, na blogu (oprócz Wyznań z Dogville, ale to tak już trochę na boku i w ramach ciekawostki). Dzisiaj chciałbym ten stan rzeczy zmienić, ale zdecydowałem się na mało oczywisty wybór, czyli komedię Szef wszystkich szefów. Czy człowiekowi kojarzonemu z tak poważnymi produkcjami jak Dogville  czy Przełamując fale udało się zrobić lekki i zabawny film?

Typowa siedziba małej, kilkuosobowej firmy. Kilka pomieszczeń z komputerami, kserokopiarkami, jakiś większy pokój z dużym stołem i rzutnikiem, gdzie mogą odbywać się spotkania wszystkich pracowników. I szefa. Problem jednak w tym, że właściciel firmy jest osobą tak tchórzliwą, że kiedy należy podjąć jakąś niewygodną decyzję, za każdym razem powołuje się na nieistniejącego szefa, który rzekomo cały czas przebywa w Ameryce. Sytuacja jednak komplikuje się, kiedy partnerzy biznesowi z Islandii chcą spotkać się twarzą w twarz z owym tajemniczym szefem. Ravn, wspomniany właściciel - tchórz wynajmuje więc niespełnionego aktora, Kristoffera, który przez jeden dzień ma zagrać rolę szefa wszystkich szefów. I wszystko poszłoby gładko, gdyby nie fakt, że aktor w pewnym momencie zostaje zauważony na korytarzu przez Wielką Szóstkę, czyli pracowników firmy. Wtedy następuje spontaniczna zmiana planów - Kristoffer zostaje w firmie na tydzień i będzie musiał udowodnić nie tylko swój aktorski talent, którego zresztą posiadania jest pewien, ale i znajomość branży informatycznej, o której nie ma najmniejszego pojęcia.



Od samego początku w filmie jedna absurdalna sytuacja goni kolejną absurdalną sytuację i na tym właśnie oparł swoją komedię von Trier. Już samo poznanie Ravna i Kristoffera oraz początkowa konfrontacja z islandzkim biznesmenem wiele mówi nam o tym, jakiego rodzaju humoru możemy się spodziewać. Ale ci bohaterowie to oczywiście nie wszystko, bowiem właściwa akcja zaczyna się w momencie poznania wspomnianej już wyżej Wielkiej Szóstki. Pracownicy ci są, delikatnie mówiąc, dość specyficznym zespołem - mamy między innymi osobę, która nie potrafi mówić po duńsku, bo szef wszystkich szefów nie dofinansował do końca kursu językowego, żeby pracownik nie plotkował w tym właśnie języku czy wiecznie przestraszoną kobietę, która w szczególności boi się kserokopiarki ze względu na to, że po części to urządzenie przyczyniło się do pewnego traumatycznego wydarzenia w jej życiu. 
Jak więc widać, biedny Kristoffer będzie musiał wspiąć się na wyżyny, aby porozumieć się ze swoimi podwładnymi, tym bardziej, że inni, na czele z zatrudniającym go Ravnem, nie będą szczególnie pomocni w wykonaniu tego zadania. Oprócz samego porozumienia się z pracownikami i próbie stworzenia chociażby szczątkowej więzi szef - pracownik, aktor będzie musiał stawić czoła sprawom organizacyjnym, oraz, co przysporzy chyba najwięcej trudności, kwestiom natury technicznej, które związane będą z produktami firmy.



Z poczuciem humoru u ludzi bywa różnie. Jedni mają go więcej, inni mniej, jedni śmieją się z kabaretów o nauczycielach i księżach, inni wolą stand - up. Jedno jest pewne - poczucie humoru jest rzeczą bardzo pozytywną i nie oceniam tego, z czego ludzie się śmieją, dopóki się śmieją i czują się z tego powodu dobrze. Niemniej, komedia von Triera trafi raczej do wąskiej grupy odbiorców. Dlaczego? No chociażby dlatego, że nie mamy tutaj sypania żartami. Humor jest sytuacyjny, momentami absurdalny i nieoczywisty. Sam reżyser w jednym z wywiadów udzielonych po premierze Szefa wszystkich szefów stwierdził: "Duńczycy uwielbiają słuchać, że są głupkami. Może dlatego, że to mały kraj, a i ludzie są raczej masochistyczni. W "Królestwie" najbardziej lubili momenty, kiedy była mowa o głupich Duńczykach. Oni naprawdę uwielbiają oglądać, jak Islandczycy krzyczą tu na nich i mówią te wszystkie straszne rzeczy." Słowa te wiele mówią o tym, jakimi sytuacjami w filmie posłużył się von Trier, aby rozbawić widza. I tak też jest. Duńczyk pokazuje bohaterów jako ludzi podatnych na manipulację, nie potrafiących często skojarzyć najprostszych faktów, naiwnych i często po prostu... niezbyt ogarniętych czy wręcz rzeczywiście głupich. Z drugiej strony mamy przebiegłych i chciwych ludzi, którzy za wszelką cenę i szukając przeróżnych metod, zechcą tę naiwność wykorzystać do osiągnięcia własnych celów.



Lars von Trier bez wątpienia podołał zadaniu jakim było stworzenie, jak sam wspomniał, małego filmu, który może być swego rodzaju złapaniem oddechu po wcześniejszych dramatach Duńczyka. Komedię ogląda się przyjemnie, szybko i często po prostu z uśmiechem na ustach. Pomimo, że akcja w większości dzieje się w biurze (prawdziwym, nie zrobionym specjalnie dla celów filmu, bo reżyser wspominał, że zrobił wszystko, żeby w filmie pokazać pracę w po prostu nudnym, zwykłym biurze), to dzięki dobrze przemyślanym i trafionym sytuacjom i wynikających z nich żartów nie nuży. Z drugiej strony humor też nie jest jakiś specjalnie ciężki, nie przytłacza, nie powinien nikogo obrzydzić czy obrazić, jest idealnie wręcz wyważony. Nie pozostaje mi więc nic innego jak polecić i zachęcić tych, którzy jeszcze tego filmu nie widzieli do obejrzenia i zmierzenia się z innym obliczem Larsa von Triera.

Moja ocena: 7/10



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.