Wyznania z Dogville / Dogville Confessions (2003)

Kraj: Dania
Reżyseria: Sami Saif
Gatunek: Dokumentalny

"Spowiadam się teraz, bo obiecałem ci, Ojcze, że nie nakręcę więcej filmów z niepoczytalnym reżyserem."

Uwaga! Poniższy tekst opisuje niektóre sceny z filmu.

Dzisiaj trochę inaczej, bo będzie o filmie, który opowiada o filmie. I to o filmie nie byle jakim, bo chyba o najbardziej docenianym filmie Larsa von Triera, czyli o Dogville. Osobiście jeden z moich absolutnie ulubionych filmów, o którym można napisać wiele, ale dzisiaj skupię się nie na samym filmie, ale będzie krótko o godzinnym dokumencie, który pokazuje, jak wyglądała praca na planie tego niezwykle oryginalnego obrazu.

Jak wiadomo, zdjęcia do Dogville powstawały w sposób nietypowy, bowiem całość filmu zrealizowana została w studiu. W studiu okrojonym ze scenografii w sposób największy chyba z możliwych, co było jasnym sygnałem, że w filmie najważniejsi będą aktorzy i odgrywane przez nich role. I w moim odczuciu zabieg ten jak najbardziej spełnił swoją rolę i oglądając trzygodzinne Dogville ani przez chwilę nie przeszkadza brak ścian, drzwi, słonecznego światła czy malunki na podłodze studia mające uchodzić za psa czy krzewy agrestu w ogrodzie. Nietypowość tego, w jaki sposób został zrealizowany film, udziela się zresztą nie tylko widzom, ale odczuli ją również aktorzy, którzy przez kilka tygodni (zdjęcia powstawały od stycznia do marca 2002 roku) spędzali większość czasu w studiu, gdzie musieli często zmierzyć się ze swoim najtrudniejszym doświadczeniem w aktorskiej karierze. Trudy pracy nad zmierzeniem się z ciężkim tematem, w innych niż zwykle warunkach oraz z wymagającym reżyserem u boku są mocno akcentowane przez aktorów w ich wypowiedziach, ale także widoczne w niektórych zachowaniach na planie.


Część dokumentu pokazuje jak wyglądała praca na planie, natomiast część ukazuje wypowiedzi aktorów oraz reżysera. Po wypowiedziach aktorów od razu zauważyć można, że praca na planie Dogville była ogromnym przeżyciem, o czym wspomina chociażby Nicole Kidman, która to po zakończeniu zdjęć z ogromną ulgą wypowiada się o tym, że będzie mogła wreszcie wsiąść do samolotu i wrócić do dzieci. Paul Bettany, odtwórca roli Toma Edisona wspomina przede wszystkim o trudach związanych z pracą w izolacji, pojawiają się słowa, że po czterech tygodniach spędzonych w Szwecji za wszelką cenę musi na weekend wrócić do swojego domu. Swoją drogą, sam Bettany na początku nie chciał grać Toma, właśnie ze względu na fakt, że na czas zdjęć musiał przenieść się do Szwecji. Ostatecznie do zagrania namówił go Stellan Skarsgard mówiąc, że u Larsa von Triera pracuje się... zabawnie. W trakcie pracy nad filmem, Bettany zapytał w końcu swojego przyjaciela, kiedy owa zabawa się zacznie, ten natomiast odpowiedział, że skłamał, bo nie chciał być tam sam. Ciekaw jestem, czy przyjaźń Bettany'ego i Skarsgarda przetrwała.


Bo praca u Larsa von Triera faktycznie nie należy ani do najłatwiejszych, ani do najzabawniejszych zajęć. O charakterze duńskiego reżysera napisano i powiedziano już wiele, więc nie będę tego wszystkiego tutaj powtarzał, widać natomiast, że wymaga od aktorów bardzo dużo, często powtarza ujęcia, czasem samemu nie wiedząc do końca, jak owa scena finalnie ma wyglądać, co widać podczas jednej z sytuacji przy kręceniu kolacji z okazji Święta Dziękczynienia. 
Cytat, który zawarłem na początku tekstu pada z ust Bena Gazzary, który w Dogville wcielił się w rolę niewidomego Jacka McKay'a, co również dobitnie świadczy o tym, jakim wyzwaniem dla aktorów jest praca na planie z Larsem von Trierem.
Z drugiej strony Duńczyk pracę włożoną w grę potrafi docenić. Za jedną z najbardziej przejmujących i zapadających w pamięć sytuacji, które możemy zaobserwować w dokumencie jest wymowne objęcie przez von Triera Nicole Kidman po sfilmowaniu sceny, w której Grace zostaje zgwałcona przez Chucka.

Sam reżyser w Wyznaniach z Dogville nie ukrywa swoich słabości. W wywiadzie z 2014 roku przyznał, że niemal wszystkie scenariusze tworzył będąc pod wpływem alkoholu, a ten do Dogville powstał w ciągu dwunastodniowego ciągu alkoholowego. W dokumencie von Trier w pewnym momencie stwierdza, że dwie tabletki Valium i alkohol sprawiają, że czuje się szczęśliwy (co zresztą mówi z uśmiechem na ustach).


Wyznania z Dogville nie są typowym filmem dokumentalnym, to raczej making of, który należy traktować przede wszystkim jako ciekawostkę, jako dopełnienie tego, czego doświadczyliśmy oglądając historię Grace w Dogville. W dokumencie nie skupiono się również na wyjaśnianiu aspektów technicznych związanych z tworzeniem filmu, ot po prostu kilkukrotnie widać ludzi z kamerą, zajrzymy na chwilę na zaplecze studia, ale na pewno po obejrzeniu Wyznań z Dogville nie będziemy potrafili nakręcić własnego filmu. Ten niespełna godzinny materiał skupia się, podobnie zresztą jak Dogville, na ludziach, na ich relacjach i emocjach związanych z tworzeniem filmu i niewątpliwie jest smaczkiem dla widzów, którzy docenili film Larsa von Triera, a po obejrzeniu dokumentu jeszcze bardziej docenia się i podziwia całą ekipę za pracę, jaka została wykonana, abyśmy mogli obejrzeć ten niezwykły film. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.