Thelma (2017)

Kraj: Dania, Norwegia
Reżyseria: Joachim Trier
Gatunek: Dramat, fantasy

"Boże, miej dla mnie litość, bo zgrzeszyłam myślą i czynem."


Nazwisko Trier w filmowym świecie jest bardzo rozpoznawalną marką, nie tylko wśród pasjonatów kina ze Skandynawii. Przede wszystkim, oczywiście, za sprawą Larsa von Triera, chociaż dzisiaj nie będzie o kontrowersyjnym twórcy z Danii. Będzie natomiast o jego młodszym koledze po fachu, który chociaż dorobek filmowy ma znacznie uboższy, to zdążył zdobyć serca wielu kinomanów tytułami takimi jak jego debiutancki Reprise. Od początku raz jeszcze... czy Oslo, 31. sierpnia. Dzisiaj pod lupę wezmę ostatni, czwarty pełnometrażowy film Triera, który swoją polską premierę miał dwa miesiące temu i od początku stał się dość często wspominanym tytułem.

Tytułową bohaterkę poznajemy w momencie, kiedy jako kilkuletnia dziewczynka, zimową porą, zostaje zabrana przez ojca na polowanie. A przynajmniej tak się może na początku wydawać, bowiem po trwających kilka minut początkowych, tajemniczych i intrygujących scenach dochodzimy do wniosku, że polowanie nie było chyba celem tej wyprawy. Szybko jednak akcja przenosi się kilkanaście lat do przodu i Thelma jawi się jako dorosła dziewczyna, która wyprowadziwszy się z rodzinnego domu położonego w małej wiosce rozpoczyna studia i samodzielne życie w dużym mieście.
Thelma daje się poznać jako typowa szara myszka - nie otacza ją grono znajomych, skupia się na nauce, chodzi własnymi ścieżkami. Również i relacje z rodzicami zdradzają wiele o osobowości głównej bohaterki, szybko zauważamy, że Thelma pochodzi z bardzo religijnej rodziny, gdzie przestrzeganie nauki Kościoła stanowi priorytet, a ścisła, wręcz przesadzona kontrola rodziców nie jest bynajmniej nie na miejscu. I nie wydaje się to Thelmie przeszkadzać... Do czasu. Wszystko zmienia się natomiast, kiedy dziewczyna poznaje życie, które diametralnie różni się od tego, jakiego zaznała do tej pory. A oprócz nowych ludzi, sytuacji oraz pokus, które wkradają się do jej życia doświadcza również wyjątkowego daru, który ma wpływ na to, jak swoim (i nie tylko swoim) życiem może pokierować.


Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem, że film Joachima Triera będzie nosił w sobie elementy fantastyczne, byłem mocno zdziwiony i miałem mieszane uczucia. Po pierwsze, reżyser ten nie przyzwyczaił nas do eksperymentowania z gatunkami, jego poprzednie filmy to rasowe, surowe dramaty. Po drugie, chodzi o moje osobiste doświadczenia z filmami (i tyczy się to również książek) z elementami fantasy - to po prostu zupełnie nie mój klimat i już chyba nigdy się do tego gatunku nie przekonam. Ale oczywiście zostawiwszy uprzedzenia na boku zabrałem się do oglądania i... forma, którą zaproponował w filmie Trier nie odstraszyła mnie. Trochę bałem się, że będzie to forma przekombinowana, że oglądając ciągle będę myślał o nadprzyrodzonych mocach i nie będzie mi to ułatwiało wczucia się w klimat filmu, który to klimat bez wątpienia nowy obraz Triera posiada. 

Od początku jednak dostajemy pięknie nakręconą, zmysłową opowieść o miłości, o wkraczaniu w dorosły świat, o zmierzeniu się z zupełnie innym życiem, o tym, że aby doświadczyć przyjemności i spełnienia trzeba tego poszukiwać, a trwanie w ryzach doktryny nie jest w stanie tego zagwarantować. Thelma poznaje rówieśników, wychodzi na imprezę, do teatru, doświadcza pierwszych erotycznych doznań, poznaje swoją seksualność, stara się opuścić formę, w której tkwiła przez lata, a którą uformowali jej rodzice. Mimo tego, nie jest to nagła zmiana, nie jest to bunt. Gdzieś z tyłu głowy Thelma ciągle wspomina Boga, ciągle odczuwa strach przez rodzicami, ciągle się waha, odczuwa wyrzuty sumienia. A dzieje się tak tym bardziej, że wiele z doświadczeń, które po raz pierwszy przeżywa główna bohaterka są zupełnym przeciwieństwem tego, czego została nauczona, a jednak sprawiają jej one przyjemność.


Przez cały czas trwania filmu poznajemy również historię rodziny, której to przeszłość będzie miała istotny wpływ na finalne decyzje Thelmy. Powoli poznajemy znaczenie pierwszych scen w zimowej scenerii, poznajemy powody, dla których matka dziewczyny porusza się na wózku inwalidzkim, dowiadujemy się znacznie więcej o mrocznych sekretach, które skrywa ojciec, a które to sekrety poznane wreszcie przez Thelmę doprowadzą do ostatecznego wyboru drogi, którą chce podążać. Drogi, która wreszcie będzie zgodna z tym, co czuje, bez nacisków, bez ciągłego obserwowania i wpływania na najważniejsze wybory w życiu młodej kobiety. Lecz sam wybór i jego dokonanie będzie wymagało od Thelmy ciągłego korzystania ze swojego niezwykłego daru, który to pozwoli również w ostatecznym rozrachunku jednych ukarać, a drugim dać kolejną szansę.

Wspomniałem wcześniej, że dostajemy opowieść pięknie nakręconą i warto w tym momencie napisać o tym trochę więcej. Film Triera ogląda się po prostu z wielką przyjemnością - piękne zdjęcia, zapadające w pamięci kadry, delikatna, pasująca do opowiadanej historii muzyka. Wizualnie film naprawdę wypada wybornie, ale przyjemność z oglądania zawdzięczać można też świetnej kreacji aktorskiej Eili Harboe, odtwórczyni roli Thelmy. Był to pierwszy film, w którym zagrała tak istotną rolę, ale sposób, w jaki to zrobiła zasługuje na uznanie i mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będę mógł o niej wspominać przy okazji pisania o kolejnych filmach, bo jest to bez wątpienia bardzo utalentowana aktorka młodego pokolenia i ja na pewno będę kibicował i śledził jej karierę. 


Joachim Trier po raz kolejny nie zawiódł i stworzył film na pewno udany. W oryginalny sposób opowiada historię o decydowaniu o tym, kim się chce być, o poszukiwaniu własnego ja, ale jest to również bardzo dobrze opowiedziana historia miłosna. Używa do tego symboliki, ale co najważniejsze - nie nadużywa jej, film nie jest nasycony trudnymi do wyjaśnienia momentami, metafory pojawiają się tylko tam, gdzie są jak najbardziej na miejscu. Z drugiej strony film ten wymaga jednak otwartego umysłu, plastyczność niektórych momentów może przeszkadzać tym, którzy po opisie spodziewali się jednak czegoś bardziej przyziemnego, bo Thelma na pewno nie należy do filmów, które ogląda się na ekranie tabletu w zatłoczonym autobusie. 
I pomimo tego, że nie jest to mój ulubiony film duńskiego reżysera, Thelmę absolutnie mogę polecić, właśnie ze względu na oryginalne podejście do ważnego tematu i wspomnianą wcześniej bardzo dobrą stronę techniczną i grę aktorską, szczególnie Eili Harboe.

Moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.