Babycall (2011)

Kraj: Norwegia
Reżyseria: Pal Sletaune
Gatunek: Thriller

"Nie wszystko, co widzisz, jest prawdziwe."

W ostatnim czasie złożyło się tak, że miałem mały filmowy maraton z hiszpańskimi thrillerami. Ot, po prostu chęć nadrobienia kilku zaległości, ale też sprawdzenia kilku ciekawych, mniej znanych tytułów. Kiedy po kilku filmach tego typu chciałem włączyć coś innego, Filmweb zaproponował mi film Babycall, a kiedy zobaczyłem kraj produkcji jakoś nie mogłem sobie odmówić. I gdyby nie język, w jakim słyszałem dialogi podczas wczorajszego seansu, tak szedłbym o zakład, że oglądam kolejny thriller rodem z Półwyspu Iberyjskiego. I tak, to jest komplement w stronę norweskiej produkcji.


Anna ze swoim ośmioletnim synem wprowadzają się do nowego mieszkania, gdzie objęci czymś w rodzaju programu ochrony świadków będą bezpieczni i niemożliwi do namierzenia przez męża Anny, który podejrzewany jest o popełnienie poważnego przestępstwa w stosunku do ich syna. Nie sposób nie zauważyć, że Anna jest bardzo przejęta całą sytuacją i od początku, oprócz standardowych sposobów zapewnienia sobie i Andersowi bezpieczeństwa w mieszkaniu, podejmuje dość radykalne kroki, na czele z zakupem tytułowej elektronicznej niani, czyli urządzenia, którego jeden element umieszcza się w pokoju dziecka, a drugi, będący głośnikiem w pokoju, gdzie przebywa rodzic. Dzięki temu rozwiązaniu można w każdej chwili udać się do płaczącego dziecka. Spokój głównej bohaterki nie trwa jednak długo, bo jak się szybko okazuje, urządzenie niekoniecznie spełnia swoją funkcję, a wręcz przeciwnie, prowadzi do spotęgowania w Annie strachu.


Od początku niepokój Anny mocno udziela się widzowi, bowiem doświadczany jest niemal w każdej sytuacji, w której się znajduje. Począwszy od bezpiecznego (a przynajmniej tak być powinno) mieszkania, po drogę, którą przebywa odprowadzając Andersa do szkoły czy wreszcie podróżując komunikacją miejską. Ale od razu ma się wrażenie, że nie jest to zwykły strach przed tym, żeby nic nie stało się jej i Andersowi. Niepokój głównej bohaterki wydaje się być irracjonalny i mający podłoże dużo bardziej skomplikowane niż tylko potencjalnie niebezpieczny mąż. Również i sytuacje, z którymi musi zmagać się Anna stają się coraz trudniejsze do wytłumaczenia i zrozumienia. I chociaż wydawać by się mogło, że w pewnym momencie wszystko zmierza ku dobremu, bowiem zarówno samotna matka, jak i jej syn poznają w nowym otoczeniu osoby, które od początku stają się im bliskie, to jednak owe relacje staną się podłożem kolejnych tajemniczych wydarzeń.

Film od pierwszych minut owiany jest aurą tajemniczości. Intryguje, skłania do zastanowienia i momentami powoduje ciarki. Reżyser, chociaż wykorzystując dość znane już sposoby, bawi się z widzem. Ale bawiąc się nie powoduje irytacji, robi to bardzo konkretnie i z każdą minutą coraz bardziej wciąga w tajemniczą opowieść, w której pomimo tego, że zostało kilka niedomówień, nie brakuje oryginalności i sensu. Oryginalność Babycall na pewno zawdzięcza temu, w jaki sposób pokazuje to, co ludzki umysł potrafi zrobić z osobą dotkniętą potężną traumą. Bo jest to przede wszystkim opowieść o kobiecie, która z takową traumą musi się zmagać, a niekoniecznie walka z takim przeciwnikiem będzie walką jak równy z równym. I chociaż wspomniałem o niedomówieniach, może nie należy niektórych z nich wcale odbierać jako wady, a jako zabieg reżysera mający na celu sprawdzenie naszych umysłów? Może sami przez pryzmat tego, co zobaczyliśmy musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, co według nas było prawdą, a co z prawdą się mija?


Oceniając ten film trzeba napisać o kreacjach aktorskich, a w szczególności pochwalić za główną rolę Noomi Rapace. Znana z serii Millenium aktorka wcieliła się w rolę w sposób bardzo przekonujący. Nie zawsze aktorom udaje się oddać emocje takie jak te, która przeżywała Anna, czasem widać, jak jest to wymuszone i momentami sztuczne, ale postać Anny to bardzo mocny punkt filmu. No i oprócz tego, ale to już totalnie subiektywnie - mi się po prostu... bardzo przyjemnie na nią patrzyło.
Kristoffer Joner, który moim zdaniem jest jednym z ciekawszych norweskich aktorów również spisał się bez zarzutu. Dobrze pamiętam go z intrygującego filmu Drzwi obok z 2005 roku (swoją drogą, również w reżyserii Pala Sletaune, więc widać chyba, że ten facet dobrze czuje się w cięższych klimatach), a tutaj potwierdził swój bardzo solidny warsztat.
Film w 2012 roku otrzymał również cztery norweskie Amandy: Noomi Rapace została doceniona jako najlepsza aktorka, a ponadto Babycall otrzymało statuetki za najlepszy scenariusz, dźwięk i scenografię.


Film w pierwszej kolejności polecić mogę osobom, które lubią thrillery kręcące widzem, ale także tym, dla których dobry thriller to taki, który zawiera w sobie solidną porcję rasowego dramatu. Jest ich wprawdzie sporo (filmów), ale umówmy się, duża część z nich nie jest najwyższych lotów. Babycall, pomimo tego, że stosuje raczej sprawdzone schematy jest filmem ciekawym i bardzo dobrze zrobionym, który ogląda się z zaciekawieniem od początku aż do rozwiązania zagadki. Bo ten film jest zagadką, ale nie należy go traktować tylko i wyłącznie w takim kontekście, ale bardziej jako ukazanie jaką zagadką jest ludzki umysł i tego, co w pewnych sytuacjach potrafi z nami zrobić.

Moja ocena: 7/10



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.