Bezsenność / Insomnia (1997)

Kraj: Norwegia
Reżyseria: Erik Skjoldbjaerg
Gatunek: Thriller, kryminał

Nie od dzisiaj jasne jest, że skandynawskie kryminały w formie książkowej są bardzo mocno na topie i znaczna część miłośników zagadek i mocnych wrażeń sięga po powieści autorów takich jak Camilla Lackberg czy Henning Mankell. Jednak również w przypadku filmów ze zbrodnią w tle Skandynawowie mogą pochwalić się dość sporym dorobkiem, o czym będzie można przekonać się śledząc tę stronę. Dzisiaj pod lupę wezmę trochę zapomniany pod wpływem amerykańskiego remake'u, norweski kryminał "Bezsenność". Sam również bardzo długo znałem tylko późniejszą produkcję z USA, która to zresztą... Ale o tym później.

Akcja filmu toczy się na północy Norwegii, w małym miasteczku do którego zostaje wysłany detektyw Jonas Engstrom, w celu rozwiązania sprawy dotyczącej morderstwa młodej dziewczyny. Całkiem typowe? Raczej tak. Jest niewyjaśniona zbrodnia, jest policjant z bogatym bagażem doświadczenia życiowego, wydający się już niekiedy tym życiem zmęczony. Błyskotliwy, inteligentny, ale momentami arogancki i zbyt peny siebie. Grany przez Stellana Skarsgarda główny bohater pod względem umiejętności i osobowości przypomina więc typowego bohatera filmów kryminalnych (jeśli mamy na myśli tych stojących, z reguły, po stronie prawa).
Rozpoczyna się śledztwo. Usiłując wpaść na trop sprawcy, ekipa prowadząca dochodzenie postanawia użyć podstępu, podczas trwania którego dochodzi do konfrontacji detektywów z domniemanym zabójcą. Podczas pościgu Engstrom zmuszony jest użyć broni, lecz decyzja ta poniesie za sobą fatalne konsekwencje, bowiem na drodze strzału nie będzie stał ten, który jest obiektem śledztwa.



Kiedy sprawy przyjmują niekorzystny, delikatnie mówiąc, obrót dla głównego bohatera, ten stara się za wszelką cenę kontynuować śledztwo w taki sposób, w którym nie będzie możliwe dostrzeżenie jego fatalnej pomyłki. A czasu na obmyślanie owych sposobów ma sporo, bowiem nie bez powodu film posiada taki, a nie inny tytuł. Otóż w czasie, w którym toczy się akcja filmu, na północy Norwegii trwa akurat dzień polarny. Innymi słowy, przez pewien czas słońce nie zachodzi, a to tego zjawiska nie jest przyzwyczajony nasz borykający się z rozterkami natury moralnej detektyw.

I tutaj jest czas na wzmiankę o samym miejscu kręcenia filmu i sposobie, w jakim został zrealizowany. Pod tym względem jest naprawdę ciekawie, zdjęcia surowego krajobrazu w połączeniu z minimalistyczną ścieżką dźwiękową tworzą momentami wręcz ambientowy klimat. I to jest plus, o czym warto wspomnieć. Dlaczego? Bo innych, jak dla mnie, jest już niewiele.



Plusem jest na pewno gra aktorska Skarsgarda, ale to raczej nie powinno dziwić, bo aktorem jest świetnym i sama jego obecność jest w stanie podratować słabą resztę. A taka jest w moim odczuciu reszta "Bezsenności". Historia mnie nie porwała, momentami wręcz nudziła. Postacie, oprócz głównego bohatera są płytkie, bez wyrazu, nie potrafiłem w żaden sposób wczuć się w opowiadaną historię czy poczuć jakiejś emocjonalnej więzi z bohaterami. Szkoda, bo film sam w sobie jest produkcją dość realistyczną, pozbawioną jakichś nieprawdopodobnych i zakrawających na cuda sytuacji, z którymi często mamy do czynienia w filmach ze zbrodnią w tle. A to w filmach bardzo cenię, bo zdecydowanie wolę skupić się na psychice bohaterów niż dostawać oczopląsu od latających pocisków i kolejnych wybuchów. Z tym, że tutaj postacie są nijakie, a historię można było przedstawić w ciekawszy sposób, mocniej angażujący widza w wydarzenia na ekranie. Film trwa tylko 1,5 godziny, a ja naprawdę miałem problem, żeby dotrwać do końca bez zerkania na zegarek.



Na początku wspomniałem, że istnieje wersja tego filmu "made in USA". Nie będę obu filmów porównywał, bo nie o to chodzi, ale muszę przyznać, że o dziwo (o dziwo dlatego, że nie jest niczym odkrywczym stwierdzenie, że na ogół europejskie pierwowzory filmów biją na głowę ich późniejsze amerykańskie wersje) wersja z Alem Pacino podobała mi się bardziej. Pomimo tego, że oglądałem ją już naprawdę bardzo dawno temu, to wciąż pamiętam z niej wiele pomimo upływu czasu. A szczerze wątpię, abym po takim czasie zdołał wydobyć z pamięci tak wiele na temat norweskiego oryginału.

Muszę przyznać, że film nie spełnił moich oczekiwań. Liczyłem, że historia mnie zachwyci, nie pozwoli oderwać się od ekranu, a niestety nic takiego nie miało miejsca. Niemniej, można poświęcić te 1,5 godziny i przekonać się samemu. Film nie jest kompletną klapą, lecz posiada niewykorzystany do końca potencjał.


Moja ocena:  4/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.